PODSUMOWANIE MARCA


Witam Was pod pierwszym postem z cyklu "Podsumowanie miesiąca". Pomysł ten przyjął się na wielu innych blogach i mam nadzieję, że i u mnie okaże się stałym elementem grafiku. Podsumowywać będę miesiąc po kątem trzech głównych tematów mojego bloga, czyli emigracji, miłości i spełniania marzeń.
Zaczynamy! 

O emigracji

Jak pewnie pamiętacie, marzec rozpoczął się dla mnie pożegnaniem. Moja najlepsza przyjaciółka spędziła u mnie tydzień, po czym wróciła do Polski. Ten moment jest zawsze trudny i przypomina mi o tym, że podjęłam pewną decyzję, która ma wiele minusów. Jednak czas, który spędziłyśmy razem był magiczny i pozwolił mi postawić kolejny krok w oswajaniu Francji. Zobaczcie jak było nam dobrze razem:

Polki w Normandii

Zaraz po jej wyjeździe zaczęła się walka z biurokracją (a raczej jej kolejna część), bo okazało się, że sprawa mojego numéro sécurité social  nie jest wcale uregulowana. Walka wygrana, co spowodowało, że dostałam wiatru w skrzydła i uwierzyłam jeszcze bardziej w swoje możliwości. O całej historii możecie przeczytać Tutaj.

Na koniec marca odwiedziła mnie też koleżanka z liceum, która na codzień mieszka w Paryżu. Wspaniale jest móc pokazać "swoją" część Francji i zachwycić nią kogoś, kto mieszka w tym kraju już 4 lata. Rozpierała mnie duma z miejsca, w którym mieszkam. 


Normandia w słońcu

Przez cały marzec kontynuowałam też naukę języka francuskiego poprzez Skype z Justyną, z którą współpracuję od początku roku. Wspaniale jest słyszeć od swojej nauczycielki, że robi się postępy i praca nie idzie w las.

O Miłości

Tu na szczęście i na nieszczęście też nic się nie zmieniło ;) Nadal odliczam dni do powrotu mojego V. z Afryki. Są takie momenty, w których brakuje mi go każdą komórką mojego ciała. Przed pierwszą rozmową kwalifikacyjną, po pierwszym dniu pracy, w Święta Wielkiej Nocy. W nocy kiedy nie mogę zasnąć i kiedy odwiedzam jego przyjaciół. Czasami, kiedy czuję się wystarczająco silna, wchodzę na bloga Joasi i czytam jej post o byciu żoną żołnierza (TUTAJ) i płaczę. Z tęsknoty głównie, trochę ze strachu. Ale tylko wtedy, kiedy jestem w formie. W przeciwnym razie nawet bym się nie odważyła. Ale pocieszający jest fakt, że czas i tak płynie. Co najdziwniejsze - wydaje mi się, że płynie dużo szybciej niż ostatnim razem, kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce. Jak mówi V. - najtrudniejsze już za nami. Połowa misji wykonana!


Odliczanie


O spełnianiu marzeń

Na emigracji marzenia są proste i przyziemne. Moim była praca. 4. marca odbyła się moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna i na drugi dzień otrzymałam telefon, że zaczynam za 2 tygodnie. Od tamtej pory pracuję w weekendy i od czasu do czasu w tygodniu.

Nie jest to marzenie spełnione bezboleśnie i "za darmo". Za mną codzienna, żmudna praca nad językiem. A to przecież jeszcze nie koniec. To utwierdza mnie w przekonaniu, że prawdziwe jest stwierdzenie, że marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia!

Zobaczcie jak pięknie wygląda widok z tarasu restauracji, w której pracuję:

Cabourg

Moim marzeniem, nad którym regularnie pracuję, jest też blog. Nie zależy mi co prawda na zarabianiu na blogowaniu, ale chcę go nieustannie rozwijać, uczyć się blogować i pisać. 
Jednym z najważniejszych wydarzeń marca w tym temacie, było przystąpienie do Klubu Polki na Obczyźnie (znajdziecie nas tutaj). Dodało mi to mnóstwo zapału i zainspirowało do kilku nowych projektów. Czuję, że to będzie wspaniała współpraca.

Klub Polki na Obczyźnie

Społeczność blogowa z końcem marca zaczęła żyć wydarzeniem Share Week. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nim więcej, zapraszam na bloga twórcy tego pomysłu Andrzej Tucholski. Miłym zaskoczeniem było dla mnie wspomnienie o moim blogu przez jedną z blogerek, którą ja również odwiedzam - Chez la petite Polonaise. Co prawda w zgłoszeniu można wymienić tylko trzy blogi, a mój znalazł się zdecydowanie poniżej pudła, ale i tak bardzo mnie to cieszy.

Na blogu pojawił się również pierwszy konkurs, a Wy nadesłałyście kilka bardzo optymistycznych zgłoszeń. Dwie spośród Was zgarnęły nagrody - książkę "Siła Nawyku" i francuskie makaroniki. Liczę na zdjęcia z degustacji i recencję książki oczywiście!

Koniec miesiąca przyniósł też (kolejne już) zmiany w grafice bloga. Mam nadzieję, że tym razem nacieszą Wasze oczy trochę dłużej, bo jestem bardzo zadowolona z efektów. Nauka nie idzie w las!


Podsumowanie

Marzec był bardzo wyczerpującym miesiącem. Walka z urzędami i szukanie pracy wycisnęły ze mnie ostatnie soki. Ale dodały też wiary i nadziei na ułożenie mojego francuskiego życia. Uświadomiło mi to też, że marzenie o lataniu do Polski co 2 miesięce, nie jest realne. Praca, obowiązki, wszystko to sprawia, że wizja odwiedzin w kraju jest niesamowicie odległa. Kolejne zderzenie z emigracyjną rzeczywistością za mną. Z ciekawością wyczekuję wydarzeń, które przyniesie kwiecień.

4 komentarze:

  1. Wygląd bloga fantastyczny jest! widać pełen profesjonalizm.
    Mam nadzieje że kwiecień też przyniesie tyle pozytywów
    pozdrawiam Cieplutko Karolina ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zmiany się podobają. Nareszcie poszłam po rozum do głowy i dodalam swój ukochany różowy kolor :-)

      Dziękuję:-*

      Usuń
  2. Wchodzisz na mojego bloga, żeby popłakać? No wiesz co! ;)
    Ja też czasem płaczę. Jeszcze trochę, już niedługo i będziemy razem. To znaczy Wy razem i my razem ;)
    Jeszcze raz bardzo Ci gratuluję pracy. Udowadniasz tym wszystkim, że naprawdę wystarczy tylko chcieć.
    I masz rację z tym, że marzenia się spełnia a nie że one się spełniają. Muszę to sobie w końcu wbić do głowy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Jeszcze chwila :-) u was wręcz niemal dosłownie ;-)

      Chcieć to móc to prawda. Balam się bardzo słuchając historii tak wielu Polek we Francji, które miały latami problemy z pracą. To mnie tylko uczy, że nie wolno się poddawać

      Usuń