BYĆ KOBIETĄ, ALE JAK?

David Wills "Metamorfozy Marilyn Monroe"


Polki uchodzą w świecie za bardzo piękne kobiety. Dbamy o siebie, lubimy się malować, stroić. Nie wszystkie z nas oczywiście, bo przecież ile kobiet, tyle różnych spojrzeń na kobiecość.

Za mną ten temat chodzi już od jakiegoś czasu. Dlaczego? Dlatego, że odkąd mieszkam we Francji, dużo się dla mnie i we mnie zmieniło w temacie kobiecości. Ale może po kolei.

Smak radości

W tym, że jestem Kobietą przez duże "K", zorientowałam się mając jakieś 24 lata. Wtedy właśnie rozpoczęłam odkrywanie własnego gustu, stylu. Oszalałam na pukcie naszych kobiecych sztuczek. Makijaż, fryzura, szpilki, sukienki, fryzjer i szaleństwo zakupowe. Wtedy też zakochałam się w sporcie, więc wyobraźcie sobie ile miałam energii i radości w sobie. Ah jaki to był piękny czas. Komplementy, męskie spojrzenia, pewność siebie szybująca w przestworza. Na tym właśnie haju poznałam V. Nie było więc opcji żeby nie uległ ;) 

Dobre złego początki

Oczywiście zawsze wiedziałam, że uroda, czy markowe ubrania, to nie jest to, co czyni nas dobrymi ludźmi, kobietą czy mężczyzną. Wiedziałam, że to nasze wnętrze, umysł i serce są najważniejsze. Jednak nagle odkryłam, że przyjemnie jest dbać również o swój wygląd, o swoją "powłokę". Chyba jednak zapędziłam się w tym za daleko. Wyjście z domu bez makijażu? Bez szans. Co tydzień nowa sukienka, bo przecież starą miałam już ubraną. Sterty nowych kosmetyków, chociaż stare prawie nie napoczęte.

Z moją przyjaciółką mamy taki żart: "Dzisiaj tylko lekki makijaż. Nie chce mi się za bardzo malować. Tylko podkład, róż, rozświetlacz, tusz do rzęs i kredka do brwi..."

Zaczynałam czuć się więźniem tego wszystkiego, co wcześniej sprawiało mi przyjemność. Upiększanie się pożerało tyle czasu, a ja bałam się, że jeśli na chwilę o tym zapomnę, to przestanę spełniać oczekiwania otoczenia.

Kobieta we Francji

Na szczęście, pewnego dnia wylądowałam we Francji na stałe. Okazało się, że dla mojej nowej rodziny jestem zjawiskiem ;) Codzienny makijaż, kosze z kosmetykami, sukienki na każdą okazję. Ile razy usłyszałam, że przecież nie idziemy na bal. Nigdy nie było to złośliwe. Oni po prostu byli bardzo zaskoczeni. Zaczęłam powoli obserwować inne kobiety i zauważyłam, że to jak wyglądają, to jest ich wybór. Nikt nie wywiera na nich presji żeby były piękniejsze, szczuplejsze, bardziej zadbane. Poczułam rozluźnianie gorsetu, o którego istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Zachłysnęłam się tym. Wskoczyłam w dresy i adidasy (nie do pomyślenia dla mnie w Polsce), spędzałam cały dzień bez makijażu. Co więcej - wychodziłam tak do ludzi ;) Co prawda, na początku, rozglądałam się na boki z niepokojem, czy przypadkiem nie strzeli  we mnie piorun, albo nie zawali się świat. O dziwo nic takiego się nie stało. 

Obserwowałam Francuzki i zaczynałam pałać coraz większą sympatią do ich podejścia do urody. Zawsze zadbane, ale naturalne. Klasyczny manicure, proste fryzury, bardzo delikatny makijaż. Ubrania wygodne i bez zbędnych dodatków. 

Zaczęłam bardziej skupiać się na pielęgnacji, niż na upiększaniu. Odzyskałam trochę czasu, który skradłam sobie sama, przez nadmierne wymagania stawiane swojej urodzie. Teraz widzę, że były to wymagania zupełnie niepotrzebne, które wcale nie pomagały mi czuć się bardziej kobiecą, czy szczęśliwszą.

A jakie są Wasze spostrzeżenia? Widzicie to co ja mieszkając w Polsce? Jeśli mieszkacie w innym kraju, to jak się to ma do polskiego steerotypu kobiecości? Do jakiego sposobu bycia jest Wam bliżej. Jestem szalenie ciekawa co o tym myślicie.

7 komentarzy:

  1. O, ja po tę samą wolność musiałam pojechać aż do Chin :) Makijaż czasem - rzadko - robię, jeśli akurat mam nań ochotę. Chodzę w tych samych ciuchach tak długo, jak długo się w nie mieszczę i jak długo da się bezboleśnie zacerować dziury i przetarcia ;) A mąż się we mnie zakochał, gdy pierwszy raz poszliśmy razem na badmintona i po godzinie ujrzał mnie czerwoną, spoconą i śmierdzącą :P Nienawidzę mentalności kobiet, które na nieumalowaną a śliczną koleżankę patrzą z politowaniem, że taka "niezadbana". I bardzo, bardzo nie lubię wracać do Polski, w której otoczenie uważa, że może mi narzucać normy związane z wyglądem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie zmieniłam swój pogląd na temat bycia zadbaną. Ładne włosy, cera, ubranie. Niekoniecznie pełen makijaż. :-).A o Twojej historii miłosnej już czytałam :-) jest urocza!

      Usuń
  2. W Polsce trzeba o siebie dbać, bo jest się ocenianym na każdym kroku. Trudno jest wejść do autobusu niezauważonym. Z kolei we Francji nawet facet w spódnicy może nie zwrócić niczyjej uwagi. ;)

    A co do Francuzek, to też je podziwiam. Uwielbiam styl inspirowany French Voguettes. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak mówisz. Bardziej chyba mężczyźni we Francji są oceniani niż Ci polscy ;-)

      Usuń
  3. To prawda, ze Francuzki sa mniej odpicowane niz Polki i o wiele bardziej naturalniejsze. Z drugiej strony nie ma takiej presji jak w Polsce, ludzie sie nie oceniaja bez przerwy po wygladzie, mozna czuc sie swobodnie i nie przejmowac sie tak swoim wygladem. Tutaj ludzie zyja po swojemu i nie przejmuja sie opinia innych ani tym co ludzie powiedza.
    Dla mie jednym z najciekawszych komplementow, jakie uslyszalam w zyciu, byl ten, ze budzac sie rano wygladam dokladnie tak jak wieczorem, kiedy siedzielismy przy stoliku w romantycznej restauracji, bez tapety i ton makijazu ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Urodziłam się w Francji i moim zdaniem Francuzki są zaniedbane do porównania do Polek (brak fryzury, żadnego makijażu, paznokcie nie zrobione ...). Owszem dobrze być naturalnym ale bez przesady , wyjść na pole z tłustymi włosami w dresie i bez makijażu to po prostu wywołuje złą opinie na temat tej osoby która tak wygląda. Zauważyłam że w Polsce kobiety dbają o swój wygląd i co roku jak tam jadę na wakacje, to mnie dopimguje i ja też się staram ładnie wyglądać bo nie chcę być gorsza. W przeciwieństwie w Francji ubieram się byle jak bo nie ma tego podejścia i tej "dobrej konkurencji" między kobietami. Byłam kiedyś w Szwecji i mogę powiedzieć że tam też kobiety uważają na wygląd wiec moim zdaniem Francuzki są pasztety zaniedbane.

    OdpowiedzUsuń