TEATR, ŁZY, BÓL I KREW - CZYLI PIERWSZY WEEKEND W PIERWSZEJ PRACY

Po raz pierwszy pisząc post, nie wiem od czego zacząć. W mojej głowie roi się od myśli i emocji. Za mną weekend pełen wrażeń. Pierwsza praca w obcym kraju, w obcym jęzku. 

Przedstawienie czas zacząć.
  
Jestem oczarowana przedstawieniem, teatrem, którego byłam częścią. Bo jedzenie, wyjście do restauracji, to dla Francuzów takie samo wyjście jak do kina, czy do teatru. To święto, celebracja. A ja miałam to szczęście uczestniczyć w tym wydarzeniu po raz pierwszy od tej drugiej strony. Magia w czystej postaci. Nieustanne "Oui Madame; bien sûr Monsieur, je vous en prie." Przeniosło mnie prawie na renesansowy dwór francuski ;) 

Z czym to się je?
  
Dla tych z Was, którzy nie mieli okazji poznać zwyczajów kulinarnych Francuzów, podpowiem jak wygląda to od strony praktycznej. Restauracje są otwierane zazwyczaj dwa razy dziennie. Najpierw na serwis obiadowy, czyli midi. Rozpoczyna się o 12, a kończy około 14.30. Wtedy zamykana jest kuchnia, wydawane są ostatnie desery i kawa, a sala jest przygotowywana na serwis wieczorny, który w zależności od restauracji, może rozpoczynać się o różnych porach. W restuaracji, w której pracuję, jest to 19.30. W międzyczasie zarówno kelnerzy, jak i kucharze, mają wolne. W moim przypadku wiąże się to z powrotem do domu, więc w ten weekend przejechałam 240 km. w drodze do i z pracy.

Obsługa kelnerska też zdecydowanie różni się od tej polskiej. Przede wszystkim kelner wita gości już od progu, a oni grzecznie czekają na przydzielenie stolika. Nawet jeśli na sali mamy kilka wolnych miejsc, to właśnie kelner zaproponuje stolik, przy którym możemy usiąść. Dlaczego? Ponieważ rezerwacja stolików to tutaj temat bardzo powszechny. W porze obiadowej, lub wieczorem, ciężko o wolne miejsca, więc Francuzi przyzwyczajeni są do konieczności zrobienia rezerwacji.

Jak ja to ugryzłam?
  
Kiedy wróciłam do domu w sobotnią noc, byłam mocno podłamana. Czułam, że brakuje mi tak wiele umiejętności językowych żeby móc pracować jako kelnerka. Biłam się z myślami - co robić? Przyznaję, że chciałam stchórzyć. Zwinąć ogon pod siebie i powiedzieć - nie dam rady, za wcześnie, nie jestem gotowa. Ale przypomniałam sobie mój ostatni wpis (znajdziecie go tutaj: 7 sposobów na oswojenie emigracji) i to co pisałam o działaniu. Taka szansa... jak mam ją zmarnować i potem "spojrzeć" moim czytelnikom w oczy? I pomimo całonocnych koszmarów, wstałam rano i pojechałam do pracy. I jak zwykle opłaciło się. Obsłużyłam kilka stolików i ucięłam miłą pogawędkę z dwiema uroczymi, starszymi paniami. Wypytywały o mój akcent, powód przyjazdu do Francji i od kiedy tu mieszkam. Były zachwycone moją znajomością języka. Nie ukrywam, że dodało mi to skrzydeł i pewności siebie. Potwierdziła się moja zasada, że nie wolno się poddawać zbyt wcześnie. 
Dziś po południu zadzwonił szef z pytaniem czy jestem dostępna w środę w południe :) A ja pokochałam klimat francuskiej restauracji, w której przyszło mi pracować. Chcę do niej wrócić pomimo trudności, pomimo pięt obdartych do krwi i zakwasów w całym ciele. Chcę się uczyć nowych słów, wyrażeń i nareszcie mieć coś tylko mojego w tej jeszcze nie do końca mojej Francji :) 

P.s. Jadąc do pracy przejżdżam przez miejsce niczym z bajki o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. Wioska Beuvron en Auge. Okazało się, że jest ona oficjalnie uznana za najpiękniejszą wioskę Francji. Nie wiem właściwie dlaczego wrzucam Wam jej zdjęcie, bo nie oddaje ono nawet w 5% jej uroku. Ale przysięgam, że czuję się tam jak w innym wymiarze. Nie mogłam się powstrzymać przed zatrzymaniem samochodu i zrobieniu kilku zdjęć.

Beuvron en Auge

18 komentarzy:

  1. Twoja opowieść zaczyna brzmieć jak z bajki! strasznie się ciesze ze tak dobrze Ci idzie w pracy , aż mi się lżej na sercu robi bo widzę ze jak się chce to można wszystko! podziwiam Cię na prawdę.Spotykasz na swojej drodze bardzo dobrych ludzi, myślenie pozytywne działa cuda,juz wiem co ja będę robić wiosna i następne pare lat myśleć pozytywnie i przyciągac samych dobrych ludzi. Oby tak dalej! ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co jest najpiękniejsze? Że mam poczucie sprawczości. Że tą bajkę mogę napisać sama :)
      Myślenie pozytywne działa cuda! To prawda! Wydaje mi się, że ludzie to widzą i dostosowują się do mojego optymizmu :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jak udało Ci sie opanować język?:-) kursy czy samodzielna nauka w domu?:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam jeszcze opanowanego języka ;) to na pewno nie. Ale jeśli chodzi o naukę, to głównie kontakt z żywym językiem. Moim native speakerem był najpierw tylko mój V. Dopiero na poziomie mniej więcej B1 dołączyłam kurs francuskiego przez Skype i ćwiczenia gramatyczne - typową naukę języka.

      Usuń
    2. Hmm czyli jesteś na B1? Śledzę bloga i kibicuję Ci bardzo!! :)))

      Usuń
    3. Tak ocenia to moja Pani profesor :-)
      Dziękuję! Ja do Ciebie też zaglądam:-)

      Usuń
    4. Super!!! W takim razie idziesz jak burza :) U mnie na razie cisza, ruszę z powrotem po świętach ;) Przesyłam moc pozdrowień!

      Usuń
  3. Ach, Gosiu! Powtórzę po raz kolejny - JESTEM Z CIEBIE DUMNA :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech ci to dodaje skrzydeł bo zasłużyłaś jak nikt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super,że brniesz ciągle do przodu, nie poddawaj się! Z czasem będzie tylko lepiej. Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;) http://justynas3l.blogspot.fr/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) zaglądam - fajnie piszesz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Super! Trzymam kciuki żeby było coraz łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie gratuluję! Bardzo się cieszę, że udało Ci się dostać pierwszą pracę i że się nie poddałaś mimo początkowych trudów. Bon courage pour la suite! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merci Kasiu :-) poddawanie się to nie w moim stylu ;-)

      Usuń
    2. Merci Kasiu :-) poddawanie się to nie w moim stylu ;-)

      Usuń