O FRANCJI ELEGANCJI - JEDZENIE

Moja przygoda z Francją zaczęła się mniej więcej rok temu. Nie mogę powiedzieć żebym zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Dopiero teraz, kiedy tu mieszkam, powoli zaczynam rozumieć różnice między Polską, a Francją i je doceniać.

W planie miałam dzisiaj napisać dla Was post o tych wszystkich ciekawostkach, ale jak tylko zaczęłam, okazało się, że jest tego tak dużo, że muszę je podzielić na części.
Zaczniemy więc od mojego ulubionego tematu czyli od:

Jedzenia

To chyba oczywiste i pierwsze co przychodzi do głowy kiedy myślimy o Francji. Nauralnie Francuzi jedzą wszystko co kryje się w morzu. I wcale nie obchodzi ich jak to wygląda. Biorą przedziwne muszle w ręce i wydobywają z nich jeszcze dziwniejsze zawartości.

Morskie ślimaki
No i francuskie śniadania! Osobiście uwielbiam jeść je na słodko, ale ich czekoladowe ciasteczka przebijają wszystko. Gdyby zobaczyli parówki i jajecznicę na boczku na polskim stole... Jeśli we Francji narzekam na mały wybór produktów zbożowych, tak ilość ciastek i przekąsek potrafi przyprawić o zawrót głowy. Długo zastanawiałam się dlaczego są tacy szczupli mimo tych wszystkich łakoci. Okazuje się, że ich recepta to umiar. Nawet jeśli jedzą kaloryczne produkty, takie jak pszenne bagietki, croissant'y czy ciastka, to jedzą ich bardzo mało. Ograniczają się do 3 posiłków dziennie i są one mniej obfite niż w Polsce. Oczywiście na śniadaniu słodkości się nie kończą. Desery to perełka w kuchni francuskiej. Mój ukochany crème brûlée, tarty, czy proste naleśniki z Nutellą i bananami. Nie muszę chyba pisać jak smakują.

Śniadanie w Paryżu


Crème brûlée

Niech Was nie zmyli herbata na zdjęciu powyżej. Jest moja! Francuzi nie mają w zwyczaju jej pić. Brat mojego V. zapytał mnie co pływa w moim kubku kiedy parzyłam prawdziwą, zielona herbatę. Był wyraźnie zniesmaczony. ;) 

Nauczyłam się też, że tutaj należy zjeść solidny posiłek przed wyjściem na proszoną kolację. Ich tradycja jedzenie jest zupełnie inna niż polska. Zaproszenie na 19, nie oznacza wcale, że o tej godzinie podana będzie kolacja. Nie oznacza też wcale, że goście przyjdą o 19. Godzina jest orientacyjna, a wieczór zaczyna się zawsze od apéritif. Nie chodzi tylko o alkohol. Apéro to też przekąski. Kiełbaski, czyli francuskie saucisson, pistacje, ale też cała masa chipsów i słonych przekąsek, na które Francuzi nie mają osobnej nazwy. Dla nich wszystko to ciastka czyli gâteau. Zdarzyło mi się jeść suchą bagietkę w oczekiwaniu na danie główne, tyle trwał apéritif, a ja przyszłam z pustym żołądkiem.

Sery... Jestem serową dziewczyną, ale nawet mnie odstraszają te najintensywniej pachnące. Ale te pozostałe... niebo w gębie. Są doskonałe. Wspaniałe sery można kupić na targach, które odbywają się w różne dni tygodnia, w różnych miastach. Ceny też są niesamowite. Za kilogram sera można zapłacić nawet 30 euro. Jedyny ser, którego nie można dostać we Francji to twaróg. Więc jeśli ktoś chciałby wysyłać do mnie paczkę żywnościową, to koniecznie z tawrogiem ;)

Wybór serów na targu w Saint Pierre sur Dives 

Hala targowa Saint Pierre sur Dives

No i wreszcie pieczywo. Jest wspaniałe. Chrupiące, ale niezbyt twarde. Wybór jest ogromny, ale nawet najtańsza bagietka jest smaczniejsza niż nasz chleb czy kajzerka. Brakuje mi tylko prawdziwego razowego, mokrego i ciężkiego chleba z ziarnami.

Jednak to, co mnie do tej pory najbardziej przeraża i zachwyca jednocześnie, to ilość gotowych produktów w sklepach. Można kupić gotowe naleśniki, tosty, dania makaronowe, sałatki. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że są smaczne!

Jeśli chodzi więc o jedzenie, problem mam niemały. I to wcale nie przez brak niektórych ulubionych przeze mnie produktów. Wręcz przeciwnie! Jest tu tyle cudowności, że wiele mnie kosztuje nie jedzenie wszystkiego na raz!

A Wy byliście kiedyś we Francji? Lubicie francuską kuchnię? 

3 komentarze:

  1. Fajnie czyta się Twoje spostrzeżenie poczynione świeżym okiem. Po tylu latach mieszkania we Francji zapomniałam o wielu zaskoczeniach, które towarzyszyły mi na początku mojej emigracji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie po jakimś czasie człowiek przywyka :-)

      Usuń
  2. Mam to samo. Mało mnie tu potrafi zaskoczyć. Dopiero jak przyjeżdża rodzina, albo znajomi w odwiedziny, to zwracają uwagę na rzeczy, które ja już przestałam dostrzegać.

    OdpowiedzUsuń