BYCIE FIT, A MIŁOŚĆ

Pod moim ostatnim zdjęciem opublikowanym na Facebooku i Instagramie, przedstawiającym przepyszną i całkiem nie-fit pizzę, wywiązała się krótka rozmowa. Okazało się, że moje stwierdzenie, że miłość nie idzie w parze z byciem fit, jest tylko doskonałą wymówką, bo single mają takie same rozważania.

Trzeba się otwarcie przyznać, że zawaliłam ostatnie 3 tygodnie w tym temacie. Po długim mieszkaniu w pojedynkę, nieustannej tęsknocie, zrobiło mi się tak dobrze i miło kiedy V. przyjechał zabrać mnie do siebie. Popłynęłam troszkę.

Ale nie ma się co dziwić. Przepyszne francuskie pieczywo (ahhh te bagietki), owoce morze (mule - szczególnie w sosie roquefort) i cudowne desery (wszystkie!), to coś, czego nie miałam na codzień. Na dodatek cała moja fit rutyna została postawiona ma głowie.  Popołudniowa sieste i brak niektórych fit produktów w sklepach (najbardziej żal twarogu).

Zapadła więc decyzja: udowodnić sobie, że szczęśliwe zakochanie nie usprawiedliwia lenistwa i pobłażania sobie! Od dzisiaj wracam na dobrze mi znane tory. Minimum 4 treningi w tygodniu, zdrowe jedzenie i nie podjadanie!!! Ktoś podejmuje ze mną wyzwanie? Razem łatwiej! 

Na dowód moich dzisiejszych poczynań - relacja foto. Jedyny grzech to małe piwo grejpfrutowe. Wybaczycie? 


0 komentarze:

Prześlij komentarz